Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny. Są one na kształt prochu, zatlonego, co wystrzeliwszy gaśnie...

19 mar 2011

beznadzieja


naszło mnie na życiowe przemyslenia,zresztą prawie każdego dnia mnie dręczą.dopadaja w chwili,kiedy mój mózg jest na nie otwarty i pozostają ze mną przez długi czas.a może cały czas,24 godzin na dobe,7dni w tygodniu rozmyślam?nie wiem,gubię się już.beznadzieja,dajacą upust szczęściu na krótką chwile powoli przestaje istnieć,w życie wkrada sie samotność..wtedy zdaję sobie sprawę,z błędów,które popełniłam.czasem siadam gdzieś sama..najbardziej lubię siedzieć na dwrocu,tam nic mnie nie dopadnie.nic,tylko myśli,słowa Ryśka i nostalgia.pamiętacie jeszcze lata '80-'90?to było wtedy życie.przynajmniej raz w miesiącu dopada mnie ta jedna myśl - czemu nie mogłam urodzic się kilka lat wczesniej?!niby każdy jest inny,wyjatkowy,orginalny..owszem,jest.ale ludzie,którzy nie popełniaja błędów(co jest tylko iluzją)wcale nie są lepsi od innych.wręcz przeciwnie,nie moga dostrzec swoich błędów i tego,jacy sa naprawde.czuję,że od tej beznadziei i zepsutego XXI wieku,zaraz wybuchnę.nie lubię nowoczesności.wolę stare sklepy tj.np.''Społem''. coraz bardziej przytłaczają mnie codzienne obowiązki,trudno jest być wolnym,naprawdę,choć staram się i to bardzo.niedługo początek wiosny.coś się kończy,coś zaczyna a życie?zycie idzie dalej,wbrew mojej woli.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz