Rocznica. Rok. Pierwsza nasza rocznica. 21 sierpnia 2010 ro godzinie 7 wyjechałam busem do Holandii. Od początku byłam źle nastawiona na wyjazd. Komu sie uśmiecha oglądać dwoje rodziców (dodatkowo swoich!) mizdrzących się do siebie?! ja miałam ten obraz cały czas przed oczami. Dodatkowo starsi mi oświadczyli, że będę miała jaką koleżankę? Ekhem, queee? Mam swoje koleżanki. Jakiejś 'przyjaźni' nie będe wiązać z musu.Także w bus wsiadłam zaspana z miną jakbym szła na skazanie. Nasuwa się pytanie : dlaczego nie zostałam w domu? Hm, jedynym atutem tej 'wycieczki' było poznanie nowego miasta, co uwielbiam. Ale mniejsza o to. Jechaliśmy 13 godzin. Przejeżdżając zobaczyłam dzielnicę 'Haven' (przystań)która mi się spodobała. W dodatku te piękne drzewa, ulice, idealnie zielone pole...pięknie.Ale gdy wysiedliśmy w Noordwijku była już 21 chyba i było ciemno na zewnątrz, wysiadłam z myślą w głowie, że to się stało, że już od tego nie ucieknę, czemu się nie rozbilismy tym busem,teraz czekają mnie najgorsze dni w te wakacje. Wniosłam swoją torbę do oświetlonego, wąskiego korytarza domku na ulicy Shoolstraat 36a, potem zagospodarowałam się w swoim pokoju i zeszłam na dół. Nie byłam ani głodna, ani spragniona tak jakbym w ogóle nie istniała. Dziwnie tak, nie mieć uczuć przez chwilę. jakby wielki guzik z napisem 'Uczucia' spalił się..Ale przecież czułam - przygnębienie. Chyba to było to. Posiedziałam trochę w pokoju, ale od gadki starszych chciało mi się wymiotowac więc poszłam do pokoju i weszłam na laptopa. pogadałam trochę z ludźmi których zostawiłam na chwilkę w moim mieście. aż sie zdziwiłam, że ktoś o 1 w nocy był. Moi znajomi to śpiochy. Weszłam na YouTube i pooglądałam koncerty paramore, bo wtedy miałam na nich faze. Poszłam spać. W nocy budził mnie szum fal dochodzących z morza, które było 350-400 metrów od naszego domku. W dodatku wiał świeży wiatr, który czułam na swojej skórze. Obudziłam się rano i usłyszałam, że mamy jechać na wyścigi samochodowe. Zastanawiałam się czy iść, ale w końcu się zdecydowałam. Teraz wiem, że była to dobra decyzja. Wtedy weszła Alicja, która miała z nami jechać. Wyciagnęła do mnie rękę i powiedziała swoje imię. Ja włożyłam uśmiech, podałam rękę i odpowiedziałam jej swoim imieniem. Wsiadliśmy do samochodu i pojechaliśmy. siedziałam obok niej i prawie w ogóle nie gadałyśmy. Dopiero potem gdy siedziałysmy na wydmach jakoś rozmowa sama zaczęła się kleić. Śmiałyśmy się, rozmawiałyśmy, robiłyśmy zdjęcia. Potem ona po mnie przychodizła byśmy razem poszły na dwór. Opowiadała mi o swoim życiu ; chlopakach, szkole, rodzinie.. po 20 minutach można powiedzieć, że znałam jej życiorys. Ja w sumie powiedzialam kilka zdan o sobie tylko nie pamiętam już jakich..
Tak było codziennie. Spacery, śmiechy..O 21 wyszłyśmy na spacer po plaży. Rozmawiałyśmy jak stare znajome, jakbys
Tak było codziennie. Spacery, śmiechy..O 21 wyszłyśmy na spacer po plaży. Rozmawiałyśmy jak stare znajome, jakbys
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz